Bloog Wirtualna Polska
Są 1 259 903 bloogi | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


89-ty Salon Auto Moto Van - Bruksela 2011

poniedziałek, 24 stycznia 2011 19:00

Pojechaliśmy w sobotę, a co tam. Trzeba będzie za jakiś czas wymienić samochod, to ....jest to doskonale miejsce na to, aby poogladać, rozsiąść się w środku, podotykać autka, które są poza zasięgiem, ba,... nawet się przejechać...co prawda jako pasażer, ale zawsze..... no i na takich pokazach można poprosić o cenę na wybrany model, który zazwyczaj ma ..jakiś upust cenowy ....z racji targów......ale to tak ....na otarcie łez...

No i ...sporo ludzi, to tak na wejściu...

 

Muszę przyznać, że łaziłam za mężem.... tak bez przekonanie, nie za bardzo miałam ochotę robić zdjęcia....a jak zobaczyłam to "cudo" to ..drżyjcie narody bo disco jedzie....a jak techo abo co inszego, ..... to nikt kierowcy nie podskoczy...

 

Było wystawionych sporo samochodów elektrycznych. Oto pierwszy,......jednoosobowy....taki trochę......dziwny.....zobaczcie sami....

 

i dla odmiany....trochę inna półka ....też w 100% elektryczny.....

 

Fotka z widokiem na tył autka...

 

i żeby nie było, że się nic nie świeciło...się pojawiało i znikało.... to to na siedzeniu kierowcy, taki bajer, zapewne tylko na targi....

 

To dla młodych, którzy skórę i komórę już mają ..... a brakuje im tylko fury...

 

 no i może z czasem brakować ......kasy...aby furkę wyprowadzić z garażu....bo .....

 

Były motory, kłady, ścigacze, ktorych wartość przekraczała cenę dobrego samochodu, ....

ale to już inna bajka....

A poza tym...to było wszystko to, co na co dzień można zobaczyć na ulicach..... tylko w jednym miejscu, pod dachem....

 

 


oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Przyroda budzi się do życia....

środa, 12 stycznia 2011 18:32

Tak, tak, to nie jest pomyłka.

Skoro śniegu nie ma....znaczy się był .... jak na warunki belgijskie duży....utrzymywał się przez jakiś czas....moje chłopy z tego powodu miały odwołane lekcje......i nawet mróz był spory.... to i tak nie zmienilo to faktu, że trawa jest tu zawsze zielona. Nawet w dzień zwany Sylwestrem stwierdziłam, że powinniśmy wygnać umyślnego co by ją skosił...ale mokra była....więc daliśmy spokój.

A kilka dni temu stwierdziłam, że jest pierwsza dekada stycznia, a tu taki widok naszego bzu.....

 

i jeszcze gałązka z bliska....

 

 

I nawet w powietrzu czuś wiosnę, ptaki się drą...... pod warunkiem, że nie pada.....a pada.....i pada.... i siąpi.....o przestało....nie ..... znów leje ....i pada.....i tak na przemian......

Dużo słoneczka i ciepełka dla wszysztkich.....

 

 

 


oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Bruksela - dywan kwiatowy 2010

sobota, 14 sierpnia 2010 1:26
Przez cały tydzień, mieliśmy rodzinę męża na karku - a konkretnie jego brat z żoną i dwójką chłopaków. Ja należę do osób, dla których takie wizyty to zło konieczne, ale trzebeba to przetrwać dzielnie i tyle.....

I w czwartek pojechali do Brukseli. Oprócz Atomium, Mini-Europy dotarli również do Grand Platzu czyli rynku i tam obfotofrafowali ukladanie kwiatów na tegoroczny dywan. Poprosiłam, aby pozostawili na karcie naszego aparatu  (tak, tak, używali naszego aparatu, bo żywotność ich baterii kończyła się po niewielkiej ilości zdjęć) swoje zdjęcia z Brukselii....a szczególnie te z ukladania dywanu....

A oto co pozostawili....nasi goście.......



Piękne, prawda.......?

PS. zdjęcie zaczernęłam ze strony Andrzeja Zujewicza - autora tegoż obrazu....

A w piątek trzynastego wieczorkiem pojechaliśmy do stolicy Belgii aby zobaczyć kwiatowy dywan. Na placu panował względny spokój, było sporo osób, ale nie sprawiało większych problemów dojście do barierek i robienie zdjęć. Aby wejść na taras, skąd można oglądać dywan z wysoka  trzeba było odstać w sporej kolejce, zapłacić 3 euro, potem przejść przez przepiękny ratusz i można było już podziwać dywan z góry......

Kilka zdjęc z dołu.....








I kilka zdjęć z tarasu ......










oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rok szkolny 2009/2009 uważam za zakończony

piątek, 18 czerwca 2010 22:36
Tak, tak, to nie pomyłka.
U moich chłopców rok szkolny się zakończył.
Młodzi powiedzą ....już????
Ano, już. Ale dla pocieszenia powiem, że szkoła amerykańska, do której uczęszczają moje dzieci rozpoczyna rok szkolny w połowie sierpnia. I tu każdy polski uczniak może zakrzyknąć - tak szybko???!!!

Co mogę powiedzieć o systemie nauczania w amerykanskiej szkole.

Pierwszy dzwonek - nie tak jak w Polsce, mowa trawa, biało-czarne gajerki, godzinka i do domu. Tu pierwszy dzwonek oznacza początek pierwszej lekcji.
A dzwonek ostatni - żadnego rozdawania świadectw, żadnych nagród, mów, podziękowań, kwiatów i prezentów.
Ostatni dzwonek to koniec ostatniej lekcji, normalnej, 45-minutowej.

Tu rok szkolny podzielony jest na 4 semestry. Każdy semestr to 42 dni pracy.
Lekcje - codziennie, niezależnie od wieku uczniowie są w szkole od 8.50 do 15.30. czyli 7 lekcji.
Każdego dnia 7 lekcji niezależnie czy masz lat 7, 8, 10, 12 czy 18.
Codziennie przez cały semest są te same lekcje.
Co by znaczyło, że jak na pierwszej lekcji masz na przyklad "matmę" to przez 5 dni w tygodniu, przez 42 dni w semestrze matma jest na pierwszej lekcji.
Książki - w Polsce wydaje się na nie majątek. Tu - podręczniki leżą na półeczce pod ławką w klasie. Jeżeli uczeń chce mieć podręcznik w domu, po prostu idzie do nauczyciela, prosi i go otrzymuje. Potem ma go zwrócić.
Synowie mieli taki przemiot jak "art", co byłoby odpowiednikeim polskiej plastyce.
Tu dizeciaki wszelkie materiały do wykonywania prac dostają na lekcji. Może 2 razy (a mam dwóch synów) musiałam kupić jakiś blok.
I niech się schowają wszystkie lekcje plastyki w Polsce.
Tu, dziewczyna, która śluicznie rysuje, maluje dostaje nagrody, wygrywa konkursy, robi coś dla jakiegoś wydawnctwa - ma lat 16. Jakie szanse na pokazanie swoich prac miałaby w Polsce, jak mogłaby doskonalić swoje umiejętności nie będąc w szkole plastycznej? Tu dano jej szansę, doceniono umiejętności  i dziewcze tę szansę wykorzystuje i się rozwija.

Język angielski . To jest problem każdego obcokrajowca, który przyjeżdża i ma oddać dziecko do szkoły amerykańskiej.
Moje młodsze chłopie uczęszczało na lekcje angielskiego przez 2 lata w szkole, rok prywatnie. I pierwszego dnia zderzenie z rzeczywistością.  Rzuceni na głęboką wodę z kołem ratunkowym w postaci słownika w plecaku....a lekcja po angielsku, a takich lekcji siedem, nauczyciel cały czas coś mówi, oczekuje reakcji, odpowiedzi,.....a znalezienie jednego słówka zajmuje trochę czasu, a jeszcze pytanie jak się go pisze, a takich słówek w jednym zdaniu jest trochę...a szybkość ich wypowiadania ma prędkość wystrzeliwanych pocisków z karabinu maszynowego, a pan mówi niewyraźnie..... a słownictwo z jakiejś dziedziny.....
Nie utonęli, pływają już całkiem nieźle.

Popołudniami mieli zajęcia w polskiej szkole.
Ponieważ to stare konie są, zazwyczaj mieli zajęcia od 16.45 do 19.15 - dwa razy w tygodniu. Ale bywały takie dni , kiedy do szkoły wędrował uczniak na 19.15 a kończył zajęcia o 20.55.

Kilakrotnie dzieciaki z naszej polskiej szkoły przygotowywały przedstawienia. I nie było żadnego, o którym można by było powiedzieć nijakie, nudne.  Większość była o tematyce historycznej .... zrobiona tak, że łzy cisnęły się do oczu.....gdzie swą rolę miał 7-latek jak i 17-latek a i rodzic też swą rolę miał.

Na zakończeniu roku dostałam podziękowania - ja i kilkunastu innych rodziców za pomoc szkole. A podziękowanie - to "Szkolne androny". Wypracowania, które pisały dzieciaki. Oto niektóre tytuły...
  • Powroty  (to tekst, który napisł 6-klasista powracający do kraju).
  • O makaronie, który poturlał się w świat;
  • Flądra;
  • Żaba i jeje przyjaciółka Ela - (to mego synka wypociny);
  • O kapuśniaczku;
  • O żabie, która była niebieska;
  • Zaczarowany makaron;
  • Tropem dinozaurów;
  • Manekinowo;
  • Baśń o dorosłym deszczu;
  • Nocne życie manekinów w centrum handlowym.
Mam teraz lekturę na późne wieczory...

Juro wybywamy na wyprawę do Francji, na podbój zamków nad Loarą, na klify Bretanii, do St. Michael i zobaczymy, gdzie nas jeszcze oczy pomiosą.

Wracam za dwa tygodnie.

Do zobaczenia, do napisania....
 

oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Tournai - Catedrale Notre Dame

środa, 16 czerwca 2010 20:29
Katedra Notre Dame czyli po naszemu Katedra Najświętszej Marii Panny.
Wpisana na listę UNESCO.

Budowana w latach 1110 - 1325 z matowoszarego marmuru, który był wydobywany w okolicy. Pieniądze na jej budowę pochodziły z handlu kamieniem i wełną.  Jednak nie jest to pierwotna budowla. Obecna katedra jest już trzecią z kolei, która stoi na tym miejscu.
Niestety nie można podziwiać jej w całej okazałości, bo niestety są prowadzone prace konserwatorskie.
Na zwiedznie wnętrza katedry musimy się umówić trochę później.......bo po 18 już nie sposób wejść do środka.

Kilka zdjęć.....

Notre Dame widziane z okolic ratusza - widać pięć wież katedry... i dzwonnicę wraz z jej dzwonem....



Wokół katedry.....



Przy wejściu....



z wieczorną grą cieni....



Nie sposób zrobić zdjęcia całej ściany katedry, bo jak pisałam trwają prace remontowo-konserwatorskie i ......cały czas jest coś zasłanięte...





i detale wykańczające dzieło....



Przy tej ścianie.....



i szczególne twarze....



a tylko jeden z podróżnych mógł wsakzywać pozostałym drogę...







oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 22 lipca 2017

Licznik odwiedzin:  84 240  

Kalendarz

« lipiec »
pn wt śr cz pt sb nd
     0102
03040506070809
10111213141516
17181920212223
24252627282930
31      

O moim bloogu

Głównie o hafcie krzyżykowym, trochę o miejscach w których byłam, troszeczkę o mnie samej, i ociupinkę - tak o wszystkim.

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Ulubione strony

Patchowork - Belgia

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 84240

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Money.pl

Pytamy.pl